[VIDEO] RUTKOWSKI W AKCJI: Dlaczego 100 tysięcy euro nie zapłacił Polakowi niemiecki przedsiębiorca Raphael B. i cynicznie go zwodzi? Ukrywa się w Kosowie? (Cz. 1)
- RAPHAEL B. - właściciel niemieckiej firmy MOUNTAIN SHIPPING AND TRADING zarejestrowanej w Hamburgu oraz firmy MOUNTAIN SHQIPE AND TRADING w Kosowie nie zapłacił mi 100 000 euro za zrealizowane transporty. Rzekomo mieszka w Kosowie a w rzeczywistości może wprowadzać w błąd innych przedsiębiorców i niemieckie urzędy podatkowe! - alarmuje poszkodowany Polak ze Śląska
Polski przedsiębiorca będzie domagał się ścigania Europejskim Nakazem Aresztowania i poprzez Interpol Niemca Raphaela B., który świadomie i w sposób zaplanowany wyłudził od niego serię usług transportowych na kwotę 100 tysięcy euro. I przestrzega innych, by nie robili z nim żadnych interesów!
Zawiadomienie o popełnieniu przestępstwa przez niemieckiego przedsiębiorcę Rafaela B wpłynęło już do polskiej prokuratury w Katowicach. W dołączonym do artykułu filmie cytujemy najważniejsze zapisy.
Przedstawiciele poszkodowanego Polaka nawiązali kontakt z prokuraturą w Kosowie. Otrzymali zapewnienie. że prokuratora będzie przy tej sprawie ściśle współpracować z policją w Kosowie.
W następnym artykule zaprezentujemy rozmowę telefoniczną z Raphaelem B. Nie zaprzeczył iż nie zapłacił polskiemu przedsiębiorcy 100 000 euro.
Z tym niemieckim przedsiębiorcą w Kosowie nie udało nam się spotkać, bo nie było go w tym kraju. A o jego firmie zarejestrowanej w Kosowie w mieście Ferizaj (Uroševac) nikt przy ul. Hamzë Jashari nie słyszał.
Wszelkie nowe informacje na ten szokujący temat będziemy przekazywać na bieżąco, poprzez naszego Facebooka, Twittera, Instagrama, Telegrama, Albicla i naszą stację Telewizja.Patriot24.net
Do redakcji Patriot24.net zgłosił się przedsiębiorca, który twierdzi, że od wielu miesięcy bezskutecznie próbuje odzyskać pieniądze za dostarczony towar. Chodzi o dostawę ogórków o wartości ponad 200 tysięcy złotych brutto, której odbiorcą miała być Grupa Producentów Green Group Sp. z o.o.
Sprawa lekarza neurochirurga, wokół której od wielu miesięcy pojawiają się pytania dotyczące działań organów samorządu lekarskiego, trafiła pod uwagę Ministerstwa Zdrowia.
Radom i Warszawa dzieli niewielka odległość, ale w tej sprawie widać przede wszystkim dystans między działaniami instytucji, które formalnie pracują, lecz faktycznie nie spotykają się w jednym punkcie. Z materiałów analizowanych przez redakcję wyłania się obraz czynności prowadzonych równolegle, bez realnej synchronizacji, co w sprawie dotyczącej dziecka ma znaczenie kluczowe — bo tu liczy się nie dokument, tylko czas.
Konflikt to zjawisko naturalne — pojawia się wszędzie tam, gdzie ścierają się interesy, emocje i różne interpretacje rzeczywistości. Jednak są sytuacje, w których przestaje być tylko sporem, a zaczyna oddziaływać na znacznie szersze otoczenie.
Sprawa Kamili oraz jej czteroletniej córki staje się kolejnym przykładem sytuacji, w której pojawia się pytanie o rzeczywistą skuteczność systemu ochrony dzieci w Europie.
Sprawa Kamili oraz jej czteroletniej córki staje się kolejnym przykładem sytuacji, w której pojawia się pytanie o rzeczywistą skuteczność systemu ochrony dzieci w Europie.
Kolejna próba wykonania postanowienia sądu dotyczącego wydania dziecka zakończyła się niepowodzeniem. Do zdarzenia doszło w Radomiu, gdzie pod nadzorem kuratorów podejmowano czynności związane z realizacją orzeczenia wydanego przez Sąd Rejonowy w Żyrardowie. Na miejscu obecni byli również funkcjonariusze policji. Mimo zaangażowania służb i formalnej podstawy prawnej wynikającej z decyzji sądu, czynność nie doprowadziła do wykonania orzeczenia.
Czy w Polsce można zostać poważnie rannym podczas policyjnej interwencji za brak świateł i pasów? Tak twierdzi Pan Marcin , który po próbie zatrzymania przez policjantów z Łęcznej trafił do szpitala z wieloodłamowym złamaniem nogi. Mężczyzna był trzeźwy, co potwierdza wynik badania alkomatem. Twierdzi, że został pobity już po zatrzymaniu, a świadkiem całej sytuacji był jego syn. Sprawa została zgłoszona do Biura Spraw Wewnętrznych Policji w Lublinie. Dokumentacja lekarska nie pozostawia wątpliwości – urazy są poważne.
Czy w Polsce można zostać poważnie rannym podczas policyjnej interwencji za brak świateł i pasów? Tak twierdzi Pan Marcin , który po próbie zatrzymania przez policjantów z Łęcznej trafił do szpitala z wieloodłamowym złamaniem nogi. Mężczyzna był trzeźwy, co potwierdza wynik badania alkomatem. Twierdzi, że został pobity już po zatrzymaniu, a świadkiem całej sytuacji był jego syn. Sprawa została zgłoszona do Biura Spraw Wewnętrznych Policji w Lublinie. Dokumentacja lekarska nie pozostawia wątpliwości – urazy są poważne.
Czy w Polsce można zostać poważnie rannym podczas policyjnej interwencji za brak świateł i pasów? Tak twierdzi Pan Marcin , który po próbie zatrzymania przez policjantów z Łęcznej trafił do szpitala z wieloodłamowym złamaniem nogi. Mężczyzna był trzeźwy, co potwierdza wynik badania alkomatem. Twierdzi, że został pobity już po zatrzymaniu, a świadkiem całej sytuacji był jego syn. Sprawa została zgłoszona do Biura Spraw Wewnętrznych Policji w Lublinie. Dokumentacja lekarska nie pozostawia wątpliwości – urazy są poważne.